Strefa marek
Kolebka polskiej motoryzacji

EAN:

9788367272643

Wydawnictwo:

Data premiery:

2026-05-15

Rok wydania:

2026

Oprawa:

broszurowa

Format:

235x165 mm

Strony:

188

Cena sugerowana brutto:

49.00zł

Stawka vat:

5%

Dostajecie państwo do rąk opowieść z czasów, które odeszły w bezpowrotną przeszłość i to w wymiarze znacznie szerszym, niż tylko polityczny. Kiedy mój ojciec z pasją dokumentował narodziny Żerańskiej Fabryki Samochodów Osobowych, budowa własnego auta była symbolem wielkich ambicji, a motoryzacja miała jeszcze duszę i narodowe barwy. Dziś, gdy na świecie masowo zamyka się kolejne zakłady, a na drogach królują zunifikowane platformy, w których pod dziesiątkami różnych logotypów kryją się te same, globalnie uniwersalne części i technologie, tamten świat wydaje się czystą abstrakcją. Romantyczna epoka, w której samochód był unikalnym dziełem konkretnych ludzi, ustąpiła miejsca chłodnej optymalizacji kosztów. Dlatego ta książka, ukończona w latach 60. i zatrzymana przez PRL-owską cenzurę, zyskała z upływem lat zupełnie nowy wymiar. Jest unikalną, reporterską relacją naocznego świadka, zapisem nie tylko początków fabryki, ale pomnikiem fascynującego świata, w którym budowa każdego nowego modelu budziła autentyczne, ogólnonarodowe emocje.


Mój ojciec, Andrzej Krzysztof Wróblewski, od dziecka pasjonat motoryzacji, w dorosłym życiu wykorzystywał każdą okazję, żeby odwiedzać FSO, przechadzać się wzdłuż linii produkcyjnych, rozmawiać z pracownikami, uczestniczyć w naradach zespołów projektowych, z bliska przyglądać się temu, jak kupowana (czy raczej kradziona) była technologia pierwszego Fiata.


Z dzieciństwa pamiętam nie tylko rozmowy przy obiedzie o nowych modelach silników czy planowanych produkcjach, ale pamiętam też stosy folderów zachodnich aut na stole oraz ludzi, którzy odwiedzali nasz dom. W ten sposób kształtowały się przyjaźnie ojca z inżynierami i dyrektorami FSO. Im więcej wiedział o fabryce i z im większą pasją podchodził do motoryzacji, tym z większym dystansem patrzył na samo dzieło, jakim było FSO. Pewnie dlatego książka nigdy nie dostała zgody cenzury. Pamiętam nawet dzień, kiedy ojciec wrócił do domu i powiedział, że sprawa obiła się o Komitet Centralny i "nie ma zgody".


Dziś z perspektywy lat zapiski cenzora złożone na marginesach, mówią równie dużo o tym, czym była żerańska fabryka samochodów dla władz komunistycznych i czym była sama książka. Rodzynek w szarej komunistycznej rzeczywistości, wentyl dla społecznych aspiracji, namiastka lepszej rzeczywistości, która jak większość ówczesnych produkcji była co najwyżej erzacem zachodniego świata. Tak jak PRLowskie mieszkania, w których nie domykały się okna, samochody były nieodrodnym dzieckiem reżimu. Dziś wszystko to, razem z zapiskami cenzora, może być sentymentalnym wspomnieniem, ale też dziedzictwem, z którym wciąż gdzieś się borykamy.


Mój ojciec pisał: "Mimo że przemysł samochodowy mieć będziemy nowocześniejszy niż poligraficzny, mam nadzieję, że książka ta wyjdzie z drukarni, zanim jeszcze pierwsze Fiaty z taśmy, i że będzie miała satysfakcję pojechać do księgarń starą i wysłużoną furgonetką Warszawy, którą będziemy wspominać z sentymentem - jak wszystko, co przemija". Niestety, książka po raz pierwszy ukazała się 70 lat po tym, jak z FSO wyjechał pierwszy polski samochód. Dziś oddajemy w państwa ręce drugie wydanie, wciąż aktualne. Książka ostatecznie przeżyła nie tylko polskiego Fiata, ale jest też świadkiem zaniku motoryzacji, jaką znaliśmy.